Nauka jazdy na rowerze oczami dziecka to: dużo frajdy, sporo uśmiechu, fochy, dziki upór. Po stronie rodzica: obawa przed upadkiem, czasem drobne kłótnie i potrzeba zrealizowania rodzicielskich ambicji. Jak widać, dla obu stron to mały sport ekstremalny. Poprawa kondycji – gwarantowana. Czy rowerek to tylko zwykła zabawka? Kij w siodełko i jedziemy?
 
A czy pamiętacie swoje pierwsze przygody z rowerem?
 
W mojej wyobraźni przemyka mi... trójkołowy, plastikowy pojazd. To od niego wszystko się zaczęło. Jak na lata 80 – te, był dosyć tandetny. Resztki dobrego wrażenia ratowały trzy mocne akcenty: żółte podłużne siodełko, duże czarne kółka i czerwone uchwyty przy kierownicy. I długi łańcuch, w który wpatrywałem się za każdym razem, gdy się rozpędzałem. Niby nic wielkiego, ale nawijanie na zębatkę robiło na mnie duże wrażenie. We wspomnieniach pojawia się mocno wyluzowany tato, bo pewny, że nie gibnę tak łatwo z trzech kółek. Zmieniło się to w momencie, gdy dosiadłem małego „Smyka” – z czerwoną ramą, białymi błotnikami i kierownicą jak w chopperze. Wtedy urosły moje ambicje, miałem za nic, że jeżdżę szybciej niż potrafię biec. Niewiele pomógł sosnowy kij wbity między ramę a siodełko. Tacie poprawiła się kondycja, a mi przybyło kilka siniaków.
 
Początki kryją w sobie emocje, które zapamiętamy na zawsze.
 
 
Jak to dziś wygląda?
 
4-letni Nathan ma sporo energii. Jak tłumaczy Marta, mama chłopca, do nauki jazdy nie musiała go przekonywać. Rwie się chętnie do wszystkiego. „Jest bardzo pozytywnie nastawiony” - chwali chłopca. W nowej pasji syna postawiła na bezpieczeństwo. Przygodę z rowerkiem zaczął od doczepienia bocznych kółek. Mimo tego, zawsze jest koło niego. Dba, by syn zachował bezpieczną postawę. Czy to nazbyt zachowawcze postępowanie? Niekoniecznie. Każdy maluch jest inny. Tempo nauki bywa zróżnicowane. Jak twierdzi Marta, na wszystko jest właściwy czas. W wakacje syn na pewno wskoczy na dwa kółka. W lipcu weźmie udział w letnich zajęciach, gdzie wspólnie z innymi dziećmi połączy zabawę z edukacją – już na nowym rowerku. Nauka zwiększy ciekawość świata i pewność siebie oraz obudzi zdrowego ducha rywalizacji.
 
Przez wyobraźnię dziecka do celu
 
Nauka oparta na wspomnieniach i pedałowaniu... do tyłu znakomicie sprawdziła się u Joanny i Jamesa. Dzień, w którym po raz pierwszy ich córka usiadła na rowerku, pamięta cała rodzina. 3,5-letnia Iza, choć zachwycona prezentem, była pełna obaw czy podoła temu wyzwaniu. Nie była to miłość od pierwszego siedzenia. Rodzice wzięli się na sposób i poruszyli małą dziecięcą wyobraźnię. Opowiedzieli historię o tym, jak sami zaczynali jeździć na rowerze. Pomysł chwycił. Ale zaczęło się nietypowo. Iza wolała pedałować do tyłu. Ambitnemu tacie nie przypadło to do gustu (bo przecież to geniusz i powinna startować w Tour de France), więc szybko zirytował się takim podejściem do nauki. Edukacyjne stery przejęła mama. Stoicki spokój, opanowanie i wielotygodniowa motywacja przynosiły efekty. Minęło jednak pierwsze zauroczenie czterema kółkami. Iza na rower wróciła jako 4-latka: bardziej skupiona, bogatsza o dobre rady mamy. Dziś lubi się popisywać, bo pewniej pędzi przed siebie. Jak tłumaczy mama, obyło się bez większych traum i kłopotów. Następny etap to odkręcanie kółek bocznych.
 
Może ambitnie i w biegu?
 
„Mamo, ja chce już rowerek” – oznajmiła z kolei 3,5-letnia Karolina. Nie dała rodzicom dużego wyboru. Dziecko samo chciało, więc kupić trzeba. Wybór padł na rowerek biegowy – bez pedałów. „To rewelacja” – podkreśla Renata, mama dziewczynki. Dziecko w mig opanowało zasady poruszania się, nauczyło się utrzymywać równowagę, czym zaoszczędziło rodzinie dodatkowego stresu. Wprawdzie kilka razy Karolina miała za nic prawa fizyki, obyło się jednak bez kłótni, płaczu i biegania za dzieckiem. W pamięci zostało kilka siniaków i obdarte kolano. Będąc „sam na sam” z drewnianym rumakiem na kółkach, Karolina pędziła jak szalona po deptakach w Kołobrzegu. Rok później chwyciła za rowerek kolegi i tak zaczęła się nowa przygoda z dwoma kółkami. Dziewczęca ambicja i upór przyniosły efekty: boczne kółka i drewniany kij nie były potrzebne. O dziwo, mama w całej tej historii była nadzwyczaj spokojna.
 
A jak można się przekonać, za rowerki biegowe zabierają znacznie młodsze dzieci.
 
 
Co w tym wszystkim najcenniejsze?
 
Pewnie moglibyśmy napisać krótki poradnik o tym, jak zacząć przygodę z rowerem, na co zwracać baczną uwagę (mimo wszystko pamiętajcie, kask dla dziecka to podstawa, nie zaś zbędny luksus), czego nie należy robić, który model ma najlepszy stosunek jakości do ceny. Niestety, rozczaruje Was, bo na tym BLOGU skupiamy sie na emocjach. One są bezcenne. Jedyne i niepowtarzalne. Rower pomaga rozwijać dziecku poczucie równowagi, ale też wspólna nauka jazdy (czy jakakolwiek inna) wzmacnia więzy rodzinne. Drodzy Rodzice! Pozwólcie maluchom być sobą. Nie poganiajcie, nie pośpieszajcie. Czy sądzicie, że dzieci tak bardzo interesują Wasze rodzicielskie sportowe ambicje? Poza tym żaden drogi gadżet, "jowejek" z super lekkiej ramy nie jest w stanie zastąpić wspólnie spędzonego czasu. I tej nieskrywanej radości z pierwszej samodzielnej jazdy. Zresztą, zobaczcie sami...